Multimedia

CZY KOCHASZ POŻERAJĄCY OGIEŃ?

Drukuj
Bóg Starego Testamentu – kim jest ta przerażająca Istota? Jak pogodzić taką wizję Boga z obrazem Ojca oczekującego z wyciągniętymi ramionami na Jego dzieci powracające do domu?
Była to straszna historia, która wydarzyła się tuż po Nowym Roku 1989 w Detroit w stanie Michigan. Leonard Tyburski był dziekanem w miejscowej szkole średniej i wraz z rodziną mieszkał niedaleko. Pewnego dnia pani Tyburski zniknęła. Policja oczywiście zaczęła od razu podejrzewać Tyburskiego, gdyż był on ostatnią osobą, jaka widziała kobietę przed zniknięciem. Poddano go testowi na wykrywaczu kłamstw, ale wynik testu świadczył na jego korzyść i nie było żadnych poszlak. Po dwóch latach poszukiwań sprawę zamknięto, a pani Tyburski została wpisana na listę osób zaginionych.
Pewnie byłoby tak do dzisiaj, gdyby nie to, że córka Tyburskich Kelly zaczęła mieć tajemnicze sny o swojej matce. Widziała w nich matkę w miejscu, w którym nie mogła się ona poruszać — być może była związana czy zamknięta. Kelly nie mogła się pozbyć wrażenia, iż jej sny są w jakiś sposób odzwierciedleniem rzeczywistości.
W piwnicy domu znajdowała się stara zamrażarka. Kelly nabrała podejrzeń. Poprosiła ojca o klucz do zamrażarki, ale najpierw nie mógł sobie przypomnieć, gdzie go schował, a potem podawał sprzeczne okoliczności jego zaginięcia. W tym czasie koszmary Kelly regularnie powracały. W końcu po ponad trzech latach od zniknięcia matki Kelly postanowiła przekonać się, co kryje zamknięta zamrażarka i przy pomocy łomu wyłamała drzwiczki.
Nie była przygotowana na to, co zobaczyła. Wewnątrz, na porcjach mięsa zawiniętego w papier do pakowania, leżało zamarznięte ciało jej matki. Leonard Tyburski został aresztowany i na podstawie nowego dowodu szybko skazany za zamordowanie żony.
Osobiste zamrażarki
Potworne. Wydaje się jednak, że nawet takie historie przestały już nas szokować. A może każdy z nas ma głęboko w ciemnej piwnicy swego serca własną zamrażarkę? Własny zbiór lęków i obaw, szczelnie zamknięte poczucie winy? A jakby tego nie było dosyć, musimy jeszcze jakoś radzić sobie z Bogiem.
Dla jak wielu serc pamięć o Bogu jest straszną prawdą pogrzebaną głęboko w podziemnej zamrażarce? Są chwile, że przypominamy sobie o Nim, czyż nie? Potrzebujemy czegoś, co uciszy niewygodne poczucie winy i dokuczliwy lęk. Sięgamy do Biblii. Zaledwie jednak przeczytamy dziesięć pierwszych stron, wpadamy prosto na Boga Starego Testamentu. Nagle podziemna zamrażarka, w której ukrywamy niechciany lęk, otwiera się i zakłóca nam sen. Po trzech stronach historii stworzenia zaczyna się bowiem przerażająca litania zła, gniewu i pochłaniającego ognia, szalejącego potopu i głosu przemawiającego wśród gromów, płonących krzewów i wysuszających wiatrów, krwawych rzezi i aniołów zniszczenia. Jeszcze raz spotykamy się z Bogiem Starego Testamentu. Kto może spać po takim koszmarze?
Bóg Starego Testamentu. Kim jest ta przerażająca Istota ze starożytnych historii? Jak to możliwe, by można było kochać takiego Boga? Jak można kochać pożerający ogień?
Opowiadanie o górze
Nasza historia zaczyna się na górze zwanej przez starożytnych „Górą Bożą”.
To jest stolica Boża, gdzie dawno, dawno temu obok Króla-Stwórcy stała szlachetna istota wyróżniająca się pięknem i dostojeństwem spośród wszystkich stworzeń. Stwórca-Ojciec nazwał tę istotę Synem Jutrzenki, Lucyferem. Temu umiłowanemu synowi dał najwyższe stanowisko wśród anielskich zastępów — ustępujące rangą jedynie samemu Bogu.
Ale oto tam, w doskonałym sercu Lucyfera, zrodziła się tajemnica zła i z małego nasionka w ciemnej glebie pychy rozrosła się do rozmiarów gigantycznego chwastu, który opanował błyskotliwy umysł i zatruł niewinne serce śmiertelnym obłędem egoistycznego samouwielbienia1. Tajemnica buntu i zła — kto może ją pojąć? Ja nie potrafię. Wszystko, co możemy dzisiaj wiedzieć na ten temat to to, że ów tragiczny bunt zmienił świetlistego Syna Jutrzenki w zaciekłego przeciwnika.
Czy Bóg ponosi winę za jego zaistnienie?
Pewnego popołudnia złożyłem duszpasterską wizytę w domu starszych ludzi. Na ścianie w ich domu wisiały fotografie siedmiorga dzieci oraz licznych wnucząt i prawnucząt. Lubili o nich opowiadać. Były to wspaniałe historie o służbie i wierności. Jednak w końcu dochodzili do najmłodszego dziecka. W głosie matki pojawił się smutek, gdy zaczęła opowiadać. Chłopiec wyrastał w takich samych warunkach jak inne dzieci, w takich samych wysokich standardach. Jednak z nikomu nieznanych powodów odwrócił się od nich. Zbuntował się.
Podobnie było w innej rodzinie, dawno temu, daleko stąd. Jedno z dzieci Ojca zbuntowało się przeciwko wszystkiemu, co Ojciec sobą reprezentował. Co się stało? Jaka była przyczyna buntu? Ten sam Ojciec, ten sam dom dla wszystkich. A jednak w tym przypadku skutek był tak tragiczny. Trudno nam zrozumieć, co czuł Bóg, tracąc Lucyfera, i co czuli owi rodzice, tracąc jedno ze swych dzieci — tylko miłość może poznać głębię takiego bólu.
Tajemnica buntu
Tak, to zaczęło się w niebie. Tam najwspanialsze z dzieci zaczęło drobnymi krokami oddalać się od Domu, szepcząc przy tym na ucho wszystkim wokół: „Bóg nie jest Bogiem miłości. On nas wszystkich oszukuje. Jesteśmy przez Niego zwiedzeni!”.
„Ach, gdybym tak ja był Bogiem…” Bunt prowadzi nieuchronnie do takiego pragnienia. Pycha nie zadowoli się drugim miejscem. „Pójdźcie za mną — kusił — a będziemy jak Bóg!” Niektórzy usłuchali. Reszta to już tylko smutna historia otwartego buntu, w który uwikłana została także ludzkość.
Co miał zrobić Bóg — niebiański Ojciec? Owszem, mógł natychmiast powstrzymać opozycję i zniszczyć szatana. Jednak gdyby szybko zniszczył swoje zbuntowane dziecko, przegrałby, gdyż pozostałe dzieci byłyby odtąd przekonane, że Lucyfer miał rację: ukrzyżujcie ten „niekwestionowany wyższy autorytet”, a On was zabije, bo nie jest żadnym Bogiem miłości, za jakiego się podaje. Owszem, dzieci byłyby posłuszne, ale ze strachu, którego niewolnikami stałyby się na zawsze. Strach i miłość nie mogą współistnieć.
Wolność dla buntownika
W takiej sytuacji Bóg mógł zrobić tylko jedno. Tam, na szczycie pierwszej góry, w stolicy wszechświata, zabłysły pierwsze promienie oświetlające charakter Boga Starego Testamentu, Boga wieczności, który istniał, zanim rozpoczęły się czasy starotestamentowe. Oto jedyne wyjście, jakie mógł wybrać Bóg: postanowił nie niszczyć swego zbuntowanego dziecka. Przeciwnie, zapewnił mu wolność, aby Lucyfer miał czas na wyciągnięcie wszystkich asów z rękawa. W tym czasie cały wszechświat miał ujrzeć w pełni samounicestwiającą siłę obłędnego królestwa wzniesionego na pysze i samouwielbieniu. Wszechświat musiał się przekonać, że odrzucenie prawa Bożego równa się odrzuceniu Bożej miłości, a tym samym odrzuceniu życia. Zaś przeciwieństwem życia jest śmierć.
Na nieszczęście dla nas stało się tak, iż akcja tej historii przeniosła się na małą, nową planetę w mlecznej galaktyce. Ta mała planeta stała się odtąd sceną kosmicznego boju między życiem a śmiercią, między siłami dobra i zła, między miłością a nienawiścią, między ofiarnością a egoizmem, między Bogiem a szatanem.
Reszta to już historia naszej planety. Smutna, bardzo smutna historia. Jako duchowny często muszę patrzeć na zamkniętą trumnę i zasmuconą rodzinę. Za każdym razem czuję to samo — ból, jaki niesie ze sobą historia, której częścią wszyscy jesteśmy. Historia życia, które zamienione zostało na śmierć w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, gdzie opisana jest rozdzierająca serce scena wypędzenia Adama i Ewy z ogrodu Eden. A potem Kain i Abel. Nikt nie przypuszczał, że dojdzie do czegoś takiego. Lucyfer wygrał pierwszą rundę.
Ludzkość dała się zwieść idei samouwielbienia, że samorealizację można osiągnąć dzięki wywyższaniu siebie. Efekt? Globalna kolekcja obozów dla uchodźców z dziećmi umierającymi z głodu, z wydętymi brzuchami i wychudzonymi kończynami. Wojny z ich okrucieństwem, które napełniają świat kalekami i zabitymi. Zło z jego nieopisanym holokaustem obejmującym swym zasięgiem całą cywilizację. Ludzkie istoty, stworzone na podobieństwo Boże, które pakują swoich bliskich do zamrażarek w piwnicy.
A gdzie był Bóg i gdzie jest dzisiaj, kiedy to wszystko się działo i dzieje się nadal?
Stał ze złamanym sercem w bramie ogrodu Eden. Stał sam — Jego dzieci odeszły. Ten sam Ojciec, który stał na werandzie domu marnotrawnego syna, dzień po dniu bacznie wpatrując się w horyzont w nadziei, że jego syn może wrócić. Ten sam Ojciec, który wybiegł na podwórze i prosił innego syna, by wszedł do domu i przyłączył się do rodzinnego kręgu miłości. Ten sam Ojciec. Wciąż stoi i oczekuje.
Przez sześć kolejnych rozdziałów Księgi Rodzaju On wciąż stał, wciąż oczekiwał. „A gdy Pan widział, że wielka jest złość człowieka na ziemi (…) żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi i bolał nad tym w sercu swoim”2. Czy to jest obraz gniewnego Boga? Nie, to jest obraz Boga zasmuconego, bardzo zasmuconego. Boga, którego serce cierpi. Boga złamanego bólem, pełnego cierpienia. A wiecie dlaczego? Dlatego że jedynie miłość jest zdolna do takiego cierpienia.
Kłamstwo o Bogu
Jednak pomimo przedstawienia całej tej miłości i bólu w sercu boskiego Ojca na samym początku Starego Testamentu uzyskujemy jakby niewłaściwy obraz rzeczywistości. Zamiast właściwego obrazu akceptujemy obraz namalowany przez samego szatana, tego, który szepcze nam do uszu, że Bóg kieruje historią ludzkości w sposób pozbawiony skrupułów, twardą ręką, naginając naszą wolę, przerażając nas aż do utraty zmysłów i niszcząc, kiedy tylko ma na to ochotę. „Wystarczy spojrzeć na potop!” – sączy.
Dobrze. Spójrzmy. W Biblii historia potopu zaczyna się natychmiast po słowach Boga, którego serce pełne było smutku i bólu. Wyobraź sobie, jak stoi samotnie w bramie Edenu — ogrodu, który uczynił na wieczne mieszkanie dla nowo stworzonej ludzkości, a teraz cichego jak grób, pozbawionego ludzkich mieszkańców. Pokolenia przychodzą, a On patrzy na ziemię i wie, że skłonności ludzkich serc są wciąż złe.
Co miał do wyboru? Gdyby pozwolił się rozwijać nowotworowi grzechu bez ograniczeń, życie na tej planecie byłoby zagrożone. Musiał podjąć zdecydowane działania. Utraciłby wszystko, gdyby nie opanował nowotworu.
Prawda o Bogu
Przypominam wam, że Bóg, z którym mamy do czynienia w historii potopu, to ten sam Bóg, który stworzył Adama i Ewę, aby byli na zawsze Jego przyjaciółmi. Ten sam Bóg, który następnie chodził z Henochem, gdy Henoch chodził z Nim. Ten sam Bóg, który zawsze pragnął miłości swych dzieci, pragnął ich zbawienia i społeczności z nimi. Nic dziwnego, że znajdujemy tego serdecznego Boga, jak boleje nad swymi dziećmi, które raczej wolą tańczyć z szatanem niż chodzić ze swym Stwórcą. Gdyby to twoje dzieci uciekły, czy twoje serce nie cierpiałoby?
Jednak nie wszyscy Go opuścili. Wciąż było kilkoro wiernych dzieci, które pragnęły Jego towarzystwa i miłości. Gdyby nowotwór buntu nadal rozrastał się bez ograniczeń, Bóg utraciłby i te dzieci, a wtedy utraciłby cały rodzaj ludzki.
Postawcie się w sytuacji lekarza. Czy bylibyście gotowi odciąć nieuleczalnie chorą część ciała, aby ratować życie człowieka? A może oszczędzilibyście chorą część i utracili wszystko?
Ty wybierasz
Nikt nie powiedział, że to będzie łatwy wybór. Jednak gdy cały organizm zmierza do bolesnej śmierci, co jeszcze można uczynić? „I rzekł Pan: Zgładzę człowieka, którego stworzyłem, z powierzchni ziemi, począwszy od człowieka aż do bydlęcia, aż do płazów i ptactwa niebios, gdyż żałuję, że je uczyniłem. Ale Noe znalazł łaskę w oczach Pana”3.
Tak więc Bóg, który stał samotnie w bramie pustego ogrodu, szukał swego wiernego przyjaciela, przez którego mógłby ocalić ludzkość, a przynajmniej jej niewielką część. Kogoś, kogo mógłby posłać do zgubionego świata z Bożym zaproszeniem: wróćcie do Mnie, wróćcie do domu, wróćcie, abyście byli uratowani. Siwobrody budowniczy arki imieniem Noe stał się przyjacielem Boga i ogłaszał Jego wezwanie.
To samo wezwanie słyszymy raz po raz w Starym Testamencie w zwiastowaniu proroków: Jeśli chcecie żyć i być uratowani, przyjdźcie do Mnie. Przyjdźcie teraz. Nie mogę czekać przez wieczność. Jeśli będę czekał, stracę całą ludzkość. „Do mnie się zwróćcie, wszystkie krańce ziemi, abyście były zbawione, bo Ja jestem Bogiem i nie ma innego”4.
To nie są słowa przerażającego Boga. To jest błaganie współczującego Zbawiciela. Masa drewnianych belek i desek w formie arki była wtedy ofertą Jego miłości. Dwie drewniane belki w formie krzyża są wyrazem Jego miłości teraz. Nic się nie zmieniło. To jest ten sam Bóg. Ta sama miłość. Ten sam zegar odliczający czas pozostający do wieczności. To samo ramię wyciągnięte z miłością.
To jest prawda o Bogu. Prawda o potopie. Boże serce musiało wybierać między usunięciem choroby a zniszczeniem całej ludzkości. Radykalne, inwazyjne działanie, aby ocalić życie.
Dwight Nelson
1 Zob. Ez 28,11-19; Iz 14,12-15. 2 Rdz, 6,5-6. 3 Rdz 6,5-8. 4 Iz 45,22.
[Tekst w skróconej wersji pochodzi z książki D. Nelsona pt. Niesłychana łaska, Warszawa 2010].
0

12345 (Oddanych głosów: 1, średnia ocen: 5,00)
Loading...