Paruzyjny poślizg w czasie

Drukuj

„Daleko jeszcze?”. Niewiele pytań potrafi bardziej podnieść rodzicom ciśnienie. Gdy na Święto Dziękczynienia i Boże Narodzenie jedziemy półtora tysiąca kilometrów do babci, dzisiejsze środki transportu pomimo tak dużej odległości pozwalają na komfortową podróż z klimatyzacją i przy dowolnie wybranej muzyce.

Jeżeli jednak człowiek nie przemieszcza się pieszo, podróż sprowadza się do siedzenia kołkiem przez szereg godzin. Ponieważ nasze ciała zaprojektowano z myślą o aktywności, konieczność długiego przesiadywania w jednym miejscu nikomu z nas tak naprawdę nie sprawia przyjemności. A im młodsi jesteśmy, tym bardziej energia nas rozsadza. Dorzućmy do tego dziecięce poczucie czasu i mamy gotową mantrę „Daleko jeszcze?”, która powtarza się niemal przez całą drogę, psując wszystkim humor.

Być może tylko mnie kojarzy się to zawsze z sytuacją, gdy ludzie zastanawiają się, dlaczego Jezus wciąż nie powraca. „Ile to jeszcze potrwa?”, pytają. Na ogół doskonale wiemy, ile zajmie nam podróż na naszych urlopowych wypadach samochodem. Ale podróż tego świata, trwająca od pierwszego wieku aż do powrotu Chrystusa, ciągnie się jak guma do żucia. I trwa tylko jeden jedyny raz. Nigdy się nie powtórzyła ani nie powtórzy. Choć uczniowie spytali Chrystusa, kiedy przyjdzie, bezwiednie pomylili koniec świata z innym wydarzeniem.

W 24 rozdziale Ewangelii św. Mateusza czytamy, że gdy tylko Jezus wyszedł ze świątyni, uczniowie zwrócili mu uwagę na to cudo architektury. Mistrz odparł im: „Widzicie to wszystko? Zapewniam was: Nie pozostanie tu kamień na kamieniu. Wszystko legnie w gruzach!” (Mt 24,2) (1).

Zszokowani, poprosili go na osobności o wyjaśnienie: „Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twojego przybycia i końca świata?” (w. 3). Widzicie błąd w ich rozumowaniu? Założyli, że zniszczenie świątyni może nastąpić tylko wskutek ogólnoświatowej katastrofy. Z ich perspektywy było to całkiem logiczne. Herod Wielki jakieś trzydzieści lat wcześniej przystąpił do przebudowy sanktuarium, która miała się zakończyć dopiero za kolejne trzydzieści lat. Uczniom nie mogło się pomieścić się w głowach, że imponujący kompleks świątynny miałby lec w gruzach nie dalej jak pięć lat po ukończeniu przebudowy. A zatem w ich mniemaniu zniszczenie świątyni istotnie było końcem świata.

Odpowiedź Jezus rozpoczął ostrzeżeniem: „Uważajcie, żeby was ktoś nie oszukał” (w. 4). Następnie wymienił kilka rodzajów niepokojących oznak: „Będziecie słyszeć o wojnach i odgłosy wojen (…). Powstanie (…) naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Wystąpi głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi” (ww. 6−7 Biblia Tysiąclecia). Pomimo złowieszczego wydźwięku przepowiedni oznajmił: „Nie dajcie się tym zastraszyć” (w. 6). Takie wydarzenia były i będą.

Pod koniec listy znaków czasu ostrzegł: „O tym, kiedy nadejdzie ten dzień i godzina, nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. Z przybyciem Syna Człowieczego będzie podobnie, jak było za dni Noego. W tamtych dniach przed potopem jedli i pili oraz żenili się i były wydawane za mąż aż do dnia, w którym Noe wszedł do arki. I nie spostrzegli się, kiedy przyszedł potop i wszystkich pochłonął” (ww. 36−39).

Innymi słowy, życie będzie się toczyć normalnym torem, jak za minionych pokoleń. Będą wojny i kataklizmy, a w sferze duchowej powszechne odstępstwo. Mimo to większość ludzi będzie sobie żyła, jakby nigdy nic, nie bacząc na wydarzenia dookoła. Aby jednak uczniowie nie pomyśleli, że w swej mądrości wszystko przewidzą, udzielił im ostatniej przestrogi: „W chwili, kiedy się nie spodziewacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (w. 44).

Chrystus bił się z myślami. Widział błąd w rozumowaniu uczniów, którzy nie wiedzieli, że jerozolimska świątynia obróci się w perzynę już za trzydzieści lat, a paruzja nastąpi wiele wieków później. Wprawdzie mógł im to wyjaśnić, ale wówczas, w perspektywie tak długiego czekania, zapewne by odeszła ich odwaga. Prorok Daniel w podobnej sytuacji zaniemógł na trzy tygodnie (zob. Dn 10,2−3). Jezus wiedział ponadto, że uczniów już niebawem spotka jeszcze większa próba wiary. Nie dalej jak za trzy dni miało nastąpić ukrzyżowanie. Podwójny szok w tak krótkim odstępie czasu wpłynąłby na nich fatalnie. Niewielu poradziłoby sobie z takim napięciem. Chrystus stanął przed nie lada problemem: musiał tak ostrzec uczniów, aby jednocześnie ich nie załamać. Wobec tego wszystko, co trzeba im było powiedzieć, przekazał im − w przypowieściach.

Po słowach Jezusa w Ewangelii św. Mateusza znajdujemy cztery przypowieści: o wiernym i niewiernym słudze (Mt 24,45−51), o dziesięciu pannach (Mt 25,1−13), o talentach (Mt 25,14−30), o kozłach i owcach (Mt 25,31−46). Cztery historie, jedno przesłanie. W pierwszej wierny sługa po prostu zajmował się swoimi sprawami, rozdając współsługom „we właściwym czasie (…) pożywienie” (Mt 24,45). Niewierny sługa zaś pomyślał sobie: „Mój pan opóźnia się” (w. 48) i najwyraźniej rozczarowany tym, co uznał za zwłokę, zaczął w końcu „bić sługi swego pana oraz jeść i pić z pijakami” (w. 49).

Panny czekające na oblubieńca miały inny problem. Wszystkie dziesięć wzięło lampy, aby mogły dołączyć do orszaku weselnego, lecz tylko pięć kupiło zapasową oliwę. Panu młodemu zeszło jednak dłużej, niż sądziły: „Gdy pan młody się opóźniał, ogarnęło je znużenie i wszystkie zasnęły” (Mt 25,5; kursywa dodana). Kiedy oblubieniec w końcu się pojawił, panien bez dodatkowej oliwy nie wpuszczono na wesele.

W przypowieści o talentach pewien człowiek wybrał się w podróż, zostawiając sługom nadzór nad majątkiem. Za czasów Jezusa talent złota równał się wynagrodzeniu za okres piętnastu lat pracy. Jednemu słudze pan powierzył pieczę nad pięcioma talentami (płaca za 75 lat pracy!), drugiemu dwa, trzeciemu jeden. „Po dłuższym czasie pan powrócił i zaczął rozliczać się ze sługami” (w. 19). Dowiedziawszy się, że dwóch mądrymi inwestycjami i własną pracowitością pomnożyło talenty, które im zostawił, pochwalił ich i dał nadzór nad większym majątkiem. Inny sługa, bojąc się strat, nie zrobił nic i zwrócił panu niepomnożony talent. Pan po powrocie ostro go za to zganił i przepędził.

Ostatnia przypowieść przedstawia dwie grupy osób, które będą żyć na ziemi przy powrocie Jezusa: z jednej strony mamy zaspokajające podstawowe potrzeby osób pokrzywdzonych przez los „owce” (karmiące głodnych, pojące spragnionych, ubierające nagich, dające obcym schronienie, odwiedzające więźniów), które zostają nagrodzone życiem wiecznym; z drugiej „kozły”, które potrzebującym nie pomagały, a nawet nie zdawały sobie z tego sprawy.

Chrystus przypowieściami tymi przysposabiał uczniów − oraz wszystkie pokolenia wierzących aż po koniec świata − do tego, by dzięki temu minimum informacji wytrwali w wierze. Pierwsze trzy przypowieści przygotowują nas na to, co z naszego punktu widzenia wydaje się niemiłosiernie dłużyć. Pan zwlekał. Oblubieniec zwlekał. Także powracający z podróży gospodarz wyrównał rachunki ze swoimi sługami „po dłuższym czasie”. Ile trzeba będzie oczekiwać powrotu Chrystusa − uczniowie się nie dowiedzieli. Niemniej dla czekających czas będzie się najwyraźniej wlec jak ślimak.

Wszystkie cztery przypowieści jasno ukazują, co wypełnia czas oczekiwania wiernych sług: zajmowanie się swoimi sprawami w życiu przepełnionym łaską, wykonywanie swoich obowiązków przez karmienie współsług, wsłuchiwanie się w głos Ducha Bożego, owocne wykorzystywanie darów Bożych ku dobremu oraz pomaganie potrzebującym.

O dziwo, my, chrześcijanie oczekujący powrotu Pana, zachowujemy się często bardzo podobnie do dzieci, które nie mogą usiedzieć podczas dłuższej jazdy samochodem. Skupiamy się na długości podróży, wypatrując tylko drogowskazów, które informują dokładnie, ile kilometrów zostało jeszcze do przebycia, choć przecież to jedyna rzecz, której nie możemy poznać. Obsesyjne pytanie „Daleko jeszcze?” sprawia jedynie, że podróż dłuży się nam i powoduje niepotrzebne zgryzoty. Jezus pragnie dla nas czegoś więcej! „Przyszedłem − rzekł − aby moje owce miały życie, i to życie w pełni” (J 10,10).

Pełni życia możemy oświadczyć, gdy czekając na powrót Jezusa, będziemy robić to, co opisał w przypowieściach: wykonywać swoje obowiązki, wsłuchiwać się w głos Ducha Świętego, owocnie wykorzystywać Boże dary i pomagać potrzebującym. W ten sposób nie tylko droga upłynie nam szybciej, ale też będziemy zadowoleni z podróży, oddychając pełnią piersią!

*******DATY DOMNIEMANEGO POWROTU CHRYSTUSA

Od czasów Chrystusa w ciągu wieków wielu wyznaczało daty końca świata. Oto niektóre z nich(2):

• Rabin Johanan ben Zakai spodziewa się przyjścia Mesjasza około 80 r. n.e.

• Rabin Jose Galilejczyk zapowiada przyjście Mesjasza na rok 130, 60 lat po zburzeniu Jerozolimy.

• Chrześcijański teolog Hipolit Rzymski ocenia, że Chrystus powróci za około 200 lat, czyli w 434 r.

• Około roku 300 rzymski kapłan przepowiada powrót Chrystusa na rok 500.

• W okolicach roku 1000 pojawia się, głównie z powodu wyjątkowości samej daty, wiele spekulacji na temat mniemanego przyjścia Chrystusa w tym roku.

• „List z Toledo”, rzekomo napisany przez astrologów z Toledo w Hiszpanii, zapowiada koniec świata na wrzesień 1186 r., siejąc panikę w całej Europie.

• Thomas Müntzer, przywódca radykalnego skrzydła Reformacji, ogłasza w 1525 r., że powrót Chrystusa nastąpi, kiedy on, reformator, razem ze swoimi zwolennikami pokonają wrogów. Wrogowie jednak pokonują radykałów, a samego Müntzera skracają o głowę.

• Benedykt Aretius z Berna oblicza datę powrotu Chrystusa, dodając 1260 lat do roku, w którym cesarz Konstantyn Wielki proklamował chrześcijaństwo oficjalną religią państwową imperium rzymskiego: 312 + 1260 = 1572.

• Niektórzy spekulują, że Chrystus powróci w 1666 roku, ponieważ będzie to 666 lat (liczba bestii z Księgi Apokalipsy 13,18) dodanych do roku 1000.

• Pod koniec Drugiego Wielkiego Przebudzenia William Miller zyskuje w Stanach Zjednoczonych wielu zwolenników przepowiednią, że Chrystus wróci między marcem 1843 a marcem 1844 r. Kiedy zapowiedź się nie sprawdza, wielu millerytów wyznacza datę powrotu Chrystusa na 22.10.1844 r.

• Charles Russell, założyciel organizacji Świadkowie Jehowy, twierdzi, jakoby przyjście Chrystusa, widzialne oczyma wiary, nastąpiło jesienią 1874 r.

• Świadkowie Jehowy twierdzą, że Chrystus przyszedł duchowo w 1914 r.

• Edgar Whisenant pisze książkę „88 Reasons Why the Rapture Is in 1988” (88 powodów, dla których sekretne pochwycenie nastąpi w 1988 roku).

• Harold Camping zapowiada, że Chrystus powróci we wrześniu 1994 r.

• Harold Camping przewiduje powrót Chrystusa na 21.05.2012 r. Kiedy przepowiednia się nie sprawdza, zmienia datę na 21.10.2012 r.

• Wielbiciele majskiego kalendarza Długiej Rachuby przewidują koniec świata na 21.12.2012 r.

© Ed Dickerson/Signs of the Times 10/2012
Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl

(1). Wszystkie biblijne cytaty pochodzą z Biblii paulińskiej (Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. Święty Paweł, Częstochowa 2011).
(2). Źródło: http://www.bible.ca/pre-date-setters.htm.

0