Multimedia

JAK STALIŚMY SIĘ BOGACI?

Drukuj
Nigdy nie zapomnę 1964 rok. Miałam wtedy 14 lat, moja młodsza siostra Osja – miała 12, a starsza, Darlin – 16. Mieszkaliśmy z mamą i cała nasza czwórka nauczyła się zadowalać się małym. Ojciec umarł 5 lat temu, zostawiając mamę z siedmiorga dziećmi i zupełnie bez środków do życia. Do 1964 roku najstarsze siostry wyszły za mąż, a bracia wyjechali. Nasz pastor ogłosił, że zbór będzie zbierał szczególne dary dla pewnej biednej rodziny. W tym celu poprosił wszystkich, by odkładali pieniądze na ten dar i aby byli szczodrzy. W domu przedyskutowaliśmy, co takiego możemy zrobić, aby pomóc tej rodzinie. Postanowiłyśmy, że w ciągu tego miesiąca przeżyjemy na samych ziemniakach: oszczędzimy w taki sposób 20$ na jedzeniu i damy je na dary. Można jeszcze zaoszczędzić na elektryczności, jeśli zapalać jak najmniej światła i nie słuchać radia. Starsza siostra zaczęła sprzątać domy i podwórka innych ludzi, a my, najmłodsze opiekowałyśmy się dziećmi sąsiadów – w taki sposób też trochę zarabialiśmy. Za 15 centów można było kupić sznury, zrobić z niego trzy liny i sprzedać po dolarze za sztukę. Na takich linach zarobiliśmy 20$.
To był najlepszy miesiąc w naszym życiu. Codziennie przeliczałyśmy, ile zaoszczędziliśmy. Wieczorami siedziałyśmy w mroku i wspólnie wyobrażałyśmy, jak się ucieszy ta biedna rodzina z powodu pieniędzy, zebranych przez zbór. W naszym zborze było 80 członków i myślałyśmy, że ile pieniędzy byśmy nie zebrały, to ogólna suma na pewno będzie 20-ścia razy większa. Poszłyśmy do sklepu i wymieniłyśmy nasze drobne pieniądze na trzy nowiutkie dwudziestodolarowe banknoty i jeden dziesięciodolarowy. Biegłyśmy do domu z całych sił, aby jak najszybciej pokazać je mamie i Darlin. Nigdy wcześniej nie miałyśmy tyle pieniędzy. Z podniecenia ledwo mogłyśmy zasnąć. I co z tego, że nie będziemy miały nowego ubrania? Ale za to mamy całe 70$ dolarów na dary! Nie mogłyśmy się doczekać, kiedy pójdziemy do kościoła.
Kiedy trzeba było wychodzić do kościoła, zaczęło mocno padać. Nie miałyśmy parasoli, a do zboru trzeba było iść kilka kilometrów, ale co z tego, że przemokniemy do suchej nitki? W bucikach Darlin dziury były załatane wyciętymi z kartonu wkładkami. Cały karton się rozmoczył i Darlin przemoczyła nogi. Lecz pomimo tego siedziałyśmy w zborze bardzo radosne.
Słyszałam, jak młodzież szepcze między sobą na nasz temat, że znowu dziewczyny przyszły w swoich starych sukienkach. Popatrzyłam na nich, pięknie ubranych i poczułam się taką bogatą! Kiedy zbierano dary, siedziałyśmy w drugim rzędzie. Mama położyła na daru 10-cio dolarowy banknot, a my, dziewczyny – po dwadzieścia dolarów każda. Przez całą drogę do domu śpiewałyśmy. Podczas obiadu mama zrobiła nam niespodziankę. Okazało się, że wcześniej kupiła jajka, które ugotowałyśmy do smażonych ziemniaków! A potem do naszego domu podjechał pastor. Mama otworzyła drzwi, chwilę z nim porozmawiała i wróciła z kopertą w ręku. Zapytałyśmy, co tam jest, lecz mama nie rzekła ani słowa. Otworzyła kopertę – i z niej się wysypało mnóstwo pieniędzy. Trzy nowiutkie dwudziestodolarowe banknoty, jeden dziesięciodolarowy i siedemnaście banknotów po jednym dolarze. Mama schowała pieniądze z powrotem do koperty.
Siedziałyśmy milcząc utkwiwszy wzrok w podłogę. Jeszcze minutę temu czułyśmy się jak milionerzy, a teraz – paskudną biedotą. My, dzieci, żyliśmy tak szczęśliwie, że żałowaliśmy wszystkich, kto nie miał taką jak u nas mamę, i domu, pełnego braci, sióstr i innych dzieci, które ciągle tłoczyli się u nas w gościach. A jak wesoło było dzielić pomiędzy sobą sztućce, których nie wystarczało na wszystkich i każdego wieczoru zgadywać, co się tobie dzisiaj trafi: łyżka czy widelec! Mieliśmy tylko dwa noże i przekazywaliśmy je jeden drugiemu w miarę potrzeby. Wiedziałam, że inni mają wiele takich różnych rzeczy, których my nie mamy, lecz mi nawet do głowy nie przyszło, że jesteśmy biedni.
W tym dniu się dowiedziałam, kim jesteśmy. Pastor przyniósł nam dary, zbierane dla biednej rodziny, a więc to oznacza, że jesteśmy biedni. Bycie biedną mi się nie podobało. Popatrzyłam na swoją sukienkę i znoszone buciki, i poczułam taki wstyd, że od razu minęła ochota iść do zboru. Przecież tam na pewno już każdy wie, że jesteśmy biedni! Uczyłam się w 9 klasie i byłam najlepszą wśród stu uczniów. Pomyślałam: ciekawe, a dzieci w szkole wiedzą, że jesteśmy biedni? W końcu można szkołę już zostawić: osiem obowiązkowych klas już mam zaliczonych… Długo siedziałyśmy w ciszy. Cały kolejny tydzień my, dziewczyny, chodziłyśmy do szkoły, wracałyśmy do domu i jedne z drugą szczególnie nie rozmawiałyśmy. W końcu mama zapytała, co chciałybyśmy zrobić z pieniędzmi. A co robią z pieniędzmi nędzarze? Skąd możemy wiedzieć. Przecież wcześniej nawet nie podejrzewałyśmy o swojej nędzy.
Iść do kościoła zupełnie się nie chciało, lecz mama powiedziała, że trzeba. Chociaż dzień był słoneczny, milczałyśmy przez całą drogę. Mama zaczęła śpiewać, lecz nikt nie podtrzymał pieśni i mama przestała po pierwszej zwrotce.
W zborze miał kazanie misjonarz. Opowiadał jak w Afryce nasi bracia sami lepią cegły, wypalają je w słońcu i budują z nich budynek na kaplicę. Lecz aby zrobić dach są potrzebne pieniądze. 100$ wystarczy, aby zrobić dach na jedną kaplicę. Pastor zapytał: “Czy nie moglibyśmy wszyscy złożyć dary, aby pomóc tym biednym ludziom?” Popatrzyłyśmy jedna na drugą i uśmiechnęłyśmy się – pierwszy raz za cały ten tydzień. Mama otworzyła torebkę i wyjęła kopertę. Przekazała ją Dralin, Darlin – mi, a ja – Osji, i ona położyła ją na dary.
Kiedy dary zostały policzone, pastor ogłosił, że zebrano trochę ponad 100$. Misjonarz bardzo się ucieszył. On nawet nie oczekiwał takich darów od naszego malutkiego zboru. Powiedział: “Na pewno wśród was są bogaci ludzie!”
I nagle dostałyśmy olśnienia! Z tych “trochę ponad 100$” – 87$ położyłyśmy my. A więc my jesteśmy tą bogatą rodziną w naszym zborze! Przecież tak powiedział misjonarz? Od tej chwili już nigdy więcej nie byłyśmy biedne!
0

12345 (Oddanych głosów: 1, średnia ocen: 5,00)
Loading...